Wiem, że dzisiaj jest już passe mówić o umieraniu zwinności. Ale nie dawało mi to spokoju. Nie to czy umarł, czy nie. Ale skąd się wzięła tak duża popularność tego tematu.
Zmagałem się z tymi myślami przez cały 2024. Mając równocześnie – jako agile coach i zwinny konsultant – spore wątpliwości związane ze swoją zawodową tożsamością.
Ostatecznie, cały ten proces doprowadził mnie do wykształcenia się tematu Collaboration Debt. I po kilku miesiącach formułowania tego modelu, w końcu i w tej kwestii znalazłem satysfakcjonującą mnie odpowiedź.
Sami sobie zgotowaliśmy ten los
Brutalna prawda jest taka, że systemowo sobie na to zapracowaliśmy.
Przez lata:
- wdrażaliśmy “zwinność”, nie rozumiejąc, że to jest proces uczenia się, a nie rodzaj checklisty albo coś co można zainstalować
- oczekiwaliśmy “zaangażowania”, nie dając wpływu i pełnej sprawczości
- traktowaliśmy współpracę jak strukturę, a nie jak relację
- uciszaliśmy niewygodne głosy w imię dostarczania i “uwierzcie nam, że to działa, bo my w to wierzymy”.
I efekt tego jest taki, że ludzie, którzy doświadczali funkcjonowania w takim systemie przynosili do pracy:
- nieufność – bo w przeszłości za swoją szczerość i otwartość ponieśli konsekwencje
- cynizm – bo widzieli już “transformacje”, które polegały na zmianie etykietek i jeszcze większe biurokracji, bez zmiany toksycznego otoczenia
- zmęczenie – bo ciągle mają “być bardziej agile”, ale nikt nie słucha, co to dla nich znaczy.
I te emocje przeradzały się w końcu we frustrację, która zaczęła się wylewać. W postaci treści o tym, jak bardzo ten “agile jest nieaktualny”, jak bardzo nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, która nas otacza i jak wielkimi oszustami są Ci wszyscy piewcy zwinności.
I szczerze… trudno jest mi się tej frustracji dziwić.
Kapitał własny
I ten cały zbiór doświadczeń i emocji to jest element czegoś, co nazywam kapitałem własnym współpracownika. Jest to jego wkład we współpracę. I to jest wszystko to, co każdy z nas indywidualnie przynosi do zespołu.

Kapitał własny (collaborator’s equity) to jedno z nowych pojęć, które wykrystalizowało w trakcie prac nad modelem Collaboration Debt. Jest on składnikiem wspólnego kapitału zespołu, którego łączna wartość zależy nie tylko od sumy wkładów, ale także od kosztów transakcyjnych wynikających z różnic.
Jest podstawą, na której różnorodność – zamiast obciążeniem – może stać się zasobem. O ile zespół potrafi nią świadomie zarządzić.
Innymi słowy, collaborator’s equity jest nie tylko zbiorem umiejętności, ale również bagażem doświadczeń. Często składających się z niedomkniętych napięć, niespełnionych obietnic i przemilczanych frustracji.
Jeżeli nie mamy przestrzeni do tego, żeby porozmawiać o tych negatywnych doświadczeniach – z czego one wynikały, jakie były nasze potrzeby i jakie potrzeby nie zostały zaspokojone, to… ludzie i tak to przynoszą do zespołu.
I jeśli z całym tym swoim bagażem znów trafiają do miejsca, w którym mówimy “róbcie tak, bo my wierzymy w to, że to działa”, a w przeszłości doświadczyli już tego, że to co deklarowane nie pokrywa się z tym co doświadczane, to właśnie powstaje frustracja, cynizm i… powstaje dług.
I to jest właśnie to, co leży u podłoża długu współpracy.
Zwinność współpracy
Ta rozkmina wzięła się stąd, że pracując przez kilka miesięcy nad Collaboration Debt, dopiero w ostatnich dniach nazwałem koncept Collaboration Agility, czyli zwinności współpracy.
Collaboration Debt opisuje stan dysfunkcyjny i to, co blokuje potencjał zespołu. Collaboration Agility z kolei reprezentuje stan, do którego chcemy dążyć, pracując nad minimalizowaniem wpływu długu na jakość naszej współpracy.
Collaboration Agility jest zdolnością zespołu do elastycznego, szybkiego i płynnego dostosowywania się do zmieniających się warunków, ról i potrzeb we współpracy. Jest sposobem organizacji współpracy, w którym zmiana nie zaburza działania, tylko staje się jego naturalnym elementem.
Jest stanem docelowym, w którym potencjał zespołu jest w pełni uwolniony. W którym różnorodność, napięcia i zmienność stają się źródłem adaptacji, a nie barierą działania.
I w kontekście Agile’a my cały czas chcieliśmy tej zwinności współpracy. Ale trochę ślepo wierzyliśmy w to, że dając ludziom narzędzia i procesy sprawimy, że oni zaczną wchodzić ze sobą w interakcje.
Wspólna przestrzeń
Jeśli wcześniej mieli złe doświadczenia z tego typu procesami, narzędziami, praktykami, to samo danie przestrzeni bez wyczyszczenia tego wszystkiego, co wydarzyło się w przeszłości nie spowoduje, że ludzie zaczną z tego korzystać z uśmiechem na ustach. Tylko będą mieć złe wspomnienia i będą myśleli “tam już byłem, to nie działa”.
Dlatego – zanim zaczniemy oczekiwać od zespołu współpracy – upewnijmy się, że każdy miał możliwość wypowiedzenia swoich przeszłych doświadczeń, obaw związanych ze współpracą i wypowiedzenia swoich potrzeb: “czego potrzebuję – tu i teraz – żeby być najlepszą wersją siebie”. A potem w tych potrzebach zidentyfikować te, które wzajemnie się wykluczają. I znaleźć dla nich wspólną przestrzeń.
Tak, żebyśmy czuli, że te zasady współpracy wypracowaliśmy razem. A nie… napisało 17 gości w 2001 roku i my teraz mamy to… stosować.
Przy okazji…
Pod koniec 2024 pojawiłem się jako gość w podkaście Agile Bez Scenariusza. W którym wraz z Patrycją z Agile Hunters wzięliśmy na tapet właśnie umieranie agile’a. I w którym dosyć obszernie rozliczyłem się z tym tematem.
I sporo z powyższych wniosków już się wtedy mocno krystalizowało. Co ciekawe – było to jeszcze przed wykluciem się Collaboration Debt. Ale już krążyłem wokół wniosków, które finalnie zamknąłem w tym modelu.
Odcinek opublikowany został na początku marca. I mam wrażenie, że przez całe zmęczenie już tym tematem, nie dotarł do zbyt wielu osób. A w mojej ocenie była to bardzo fajna rozmowa. Dlatego bardzo serdecznie polecam Wam jej nadrobienie, jeśli jeszcze nie mieliście okazji posłuchać tego odcinka.
Znajdziecie ją oczywiście na Spotify oraz na YouTube.
PS. Tekst powstał jako rozwinięcie myśli, którą zamknąłem w ramach instagramowej rolki.